Jak odwrócić nieszczęście?

Jak odwrócić nieszczęście?

Nasze dzisiejsze spotkanie przypomina mi nieco sytuację z ostatniego lata. Pojechałem wraz z pewnym wierzącym znajomym do Turcji, gdzie zwiedziliśmy ruiny 7 starożytnych miast, w których było 7 zborów z Księgi Objawienia, Apokalipsy. Była to ciekawa podróż i mam nadzieję, że przy okazji podzielę się różnymi spostrzeżeniami i zdjęciami, a było ich mnóstwo.

(kazanie w formie audio tutaj)

W każdym z 7 miejsc mieliśmy jakby małe nabożeństwo. Na początku znajomy czytał z Księgi Objawienia list do zboru w danej miejscowości, następnie ja czytałem z laptopa kazanie w oparciu o ten list, a na koniec kolega się modlił. Te mini-nabożeństwa przypominają nasze dzisiejsze skromne zgromadzenie. Z powodu pandemii wirusa i związanych z nią obostrzeń jest nas tylko garstka. Ale liczba nie ma znaczenia.

Na końcu tej podróży miał miejsce śmieszny epizod. W Pergamonie spotkaliśmy grupę wierzących osób z USA. Mój kolega powiedział im, że zwiedzamy wszystkie 7 miast, i że w każdym mieście wygłaszam dla niego kazanie. Amerykanie się zdziwili. Myśleli, że przygotowuję i wygłaszam kazania specjalnie tylko dla jednej osoby. Oczywiście zaraz im wyjaśniliśmy, że te kazania były już wcześniej przygotowane i wygłoszone w Zborze w Elblągu.

Dziś rozpocznę od pewnej interesującej historii. Gdy byłem nastolatkiem bardzo lubiłem chodzić po górach, zresztą nadal lubię to robić. Pewnego lata przebywałem przez cały tydzień w obozowisku taterników koło Morskiego Oka w Tatrach. Rano taternicy wychodzili na wspinaczki, a wieczorem schodzili się z gór i opowiadali co im się przytrafiło w ciągu dnia. Opowiadali też o innych przygodach, które kiedyś przeżyli w górach.

Pamiętam historię, którą pewien taternik opowiedział o wspinaczce na grań 7 Apostołów. Jest to szereg kilku ostrych turni w pobliżu Morskiego Oka, które kończą się szczytem: Żabi Szczyt Niżni.

Wspinacze zabrali ze sobą książkowy przewodnik wspinaczkowy autorstwa Witolda Paryskiego. Jest to najważniejszy, standardowy przewodnik, z którego przez wiele dekad korzystali wszyscy taternicy. Są w nim opisane wszystkie najważniejsze trasy wspinaczkowe w Tatrach. Przewodnik słynie z bardzo rozbudowanych i kwiecistych opisów.

Wspinacze zdobywając 7 Apostołów postępowali dokładnie według wskazań przewodnika. Ale coś chyba poszło nie tak. Bo zdobyli już ostatni szczyt, a w opisie wspinaczki znajdowali się dopiero w połowie.

W jakim momencie historii jesteśmy?

Myślę, że podobną trudność możemy napotkać, podczas studiowania Księgi Objawienia: nie wiemy gdzie w fabule tej księgi obecnie się znajdujemy.

Księgę Objawienia dogłębnie studiowaliśmy w naszym Zborze przez ostatnie 2 lata na niedzielnych kazaniach. Jak pamiętamy zasadnicza część księgi, znajdująca się już po 7 listach do 7 kościołów, zbudowana jest w oparciu o trzy serie Bożych kar, które spadają na świat z powodu grzechu. Wszystko zaczyna się od 7 pieczęci, z ostatniej pieczęci wychodzi 7 trąb, a z ostatniej trąby 7 ostatecznych czasz Bożego gniewu. Każda kolejna seria oznacza coraz surowszy sąd Boży.

Jedna z trudności w interpretacji Księgi Objawienia polega na tym, że nie wiemy w którym miejscu w tej sekwencji się znajdujemy: w pieczęciach, w trąbach, czy w czaszach. A może jeszcze w ogóle nie weszliśmy w żadną serię? I jesteśmy zdezorientowani, podobnie jak ci wspinacze zdobywający 7 Apostołów: to czego doświadczali w rzeczywistości nie zgadzało się z tym, co czytali w przewodniku.

Kwestia ta nabiera szczególnego znaczenia gdy mamy do czynienia z globalnym kryzysem, jaki dziś przeżywamy: ogólnoświatową pandemią. Zadajemy sobie pytanie: czy to już są wydarzenia opisane w Apokalipsie, czy jeszcze nie? I nagle to, co dotąd było tylko ciekawą teorią, staje się rzeczywistością, której doświadczamy.

I od razu na wstępie powiem, że do odpowiedzi na pytanie „gdzie jesteśmy według biblijnych proroctw” należy podejść z dużą ostrożnością, mając na uwadze szeroką perspektywę historyczną.

Epidemia w naszej okolicy

Podam konkretny przykład. Na Wysoczyźnie Elbląskiej, przy drodze z Pogrodzia do Tolkmicka znajduje się niewielki pagórek porośnięty lipami, a na jego szczycie jest mała zabytkowa kapliczka. Kiedyś z ciekawości przeczytałem na mapie opis, co tam się znajdowało. Okazało się, że było to miejsce, na którym był cmentarz po wielkiej epidemii dżumy, która nawiedziła te okolice w latach 1709-1711. Kilkadziesiąt osób z Pogrodzia zmarło i zostało pogrzebanych właśnie na tym pagórku. Na całej Warmii zmarło wtedy 12 tys. ludzi, a w całych Prusach Książęcych aż 200 tys. W niektórych miejscach zginęło 2/3 a nawet 3/4 ludności. I trzeba było zasiedlać te tereny na nowo.

Jeżeli znamy historię świata to wiemy, że od czasu do czasu wybuchały wielkie epidemie, które dziesiątkowały ludność. Podobnie jak wielkie wojny, trzęsienia ziemi, głody, wielkie prześladowania ludności i inne katastrofy. Według mnie mogą to być wydarzenia, o których mówią apokaliptyczne pieczęcie – przynajmniej 5 pierwszych pieczęci. Są one bardzo podobne do tego, co Jezus nazwał „początkiem boleści” w Ewangelii Mateusza 24, 8. Kolejne sądy ogłoszone przez 7 trąb mówią o wiele potężniejszych kataklizmach niż te, które świat przebywał dotąd. Ale oczywiście mogę się mylić, tak jak owi taternicy na 7 Apostołach.

Nie trwóżcie się!

Gdy Jezus mówił o tych sprawach powiedział też do uczniów jedną ważną rzecz, którą jako ludzie wierzący powinniśmy sobie wziąć do serca. Powiedział: gdy to się będzie działo nie trwóżcie się (Mat. 24, 6). Nawet gdyby niebo waliło nam się na głowy, nie mamy się bać.

Być może wieści o wirusie, które słyszymy w mediach lub od innych osób są jak ciemna chmura, która zaczyna przysłaniać nam Boga, jego miłość, łaskę i wierność. Ale nie powinno tak być. Nie powinniśmy się bać. Żaden wirus, ani żadna inna rzecz nie zmienią Bożej miłości do nas i troski o nas.

O tym mówi Psalm 46. Bóg jest ucieczką i siłą naszą, pomocą w utrapieniach najpewniejszą. Przeto się nie boimy, choćby ziemia zadrżała i góry zachwiały się w głębi mórz. Choćby szumiały, choćby pieniły się wody, choćby drżały góry z powodu gniewu jego. Jest rzeka, której nurty rozweselają miasto Boże, przybytek święty Najwyższego. Bóg jest w nim, nie zachwieje się: Bóg wspomoże go przed świtem. Wzburzyły się narody, zachwiały się królestwa, odezwał się głosem swoim i rozpłynęła się ziemia. Pan Zastępów jest z nami, warownym grodem jest nam Bóg Jakuba. (Ps. 46, 2-8)

Jest to ważne napomnienie, szczególnie gdy jesteśmy świadkami wybuchu pandemii. Najgorsze w tym jest to, że nie wiemy co się stanie. Nie wiemy co będzie jutro, za tydzień, za miesiąc. Ale Jezus mówi: nie trwóżcie się. Ale nie pozwólcie by owładnął wami strach. Ufajcie Bogu. Bóg ma wszystko pod kontrolą i troszczy się o swój lud.

Co innego powinno być dla nas dziś ważne. Nie pytanie o to, jaki będzie rozwój wydarzeń. Ale ważne pytanie dlaczego w ogóle coś takiego się dzieje i czy można coś zrobić, aby to się skończyło.

Czy Bóg oczekuje od nas czegoś więcej niż modlitwa?

Co można zrobić, aby to się skończyło? Oczywiście trzeba stosować się do zaleceń władz. Ale możemy robić więcej. Możemy się modlić. Ja się modlę o to, aby pandemia się skończyła. Ale zadałem sobie też inne pytanie: czy sama modlitwa wystarczy? Czy może Bóg oczekuje od nas czegoś więcej? Żeby odpowiedzieć na to pytanie najlepiej zobaczyć, jak podobne sytuacje były rozwiązywane w przeszłości, szczególnie w Biblii.

Historię świata można interpretować na dwa sposoby. Dla ludzi, którzy odrzucają istnienie Boga historia świata jest chaosem. Jest ciągiem różnych przypadkowych wydarzeń, ciągiem nieszczęść, które dotykają ludzkość, i powolnego podnoszenia się ludzkości z tych nieszczęść. Ale historia nie ma żadnego sensu, celu i kierunku. Wszystko zależy tylko od mądrości i zaradności człowieka.

Natomiast my, którzy wierzymy w Boga, i to w Boga objawionego w Biblii, wierzymy, że historia ma cel. Nie ma przypadków. Bóg działa w historii i niekiedy dopuszcza nieszczęścia. A nawet je zsyła. Na przykład wielki potop, albo ogień z nieba na Sodomę i Gomorę. Czytamy, że zesłał go sam Pan z nieba (1 Moj. 19, 24).

Ostatnio przerabiamy z dziećmi historię Izraela w epoce królów. Biblia opisuje okres rządów królów. Były dwa rodzaje królów: dobrzy i źli. Pierwsi doświadczali błogosławieństwa, a drudzy doświadczali wielkich nieszczęść.

Dlaczego się tak działo? Ktoś kto odrzuca Boga powie: to był przypadek. Akurat sytuacja polityczna była taka a nie inna. Ale Biblia mówi inaczej: nieszczęścia spadały na królów z powodu ich grzechu. Spadały głównie z powodu jednego, najcięższego grzechu: grzechu bałwochwalstwa. Zastąpienia prawdziwego Boga fałszywymi bożkami.

Co powinni byli robić królowie, aby nieszczęście ich ominęło? Mieli odwrócić się od swoich grzechów. Gdy to się działo, gdy królowie porzucali swoje grzechy, wtedy Bóg odwracał nieszczęście. To obiecał Bóg Salomonowi.

Gdy zamknę niebiosa, tak iż nie będzie deszczu, albo gdy każę szarańczy, aby objadła ziemię, albo gdy ześlę zarazę na mój lud, i ukorzy się mój lud, który jest nazwany moim imieniem, i będą się modlić, i szukać mojego oblicza, i odwrócą się od swoich złych dróg, to Ja wysłucham z niebios, i odpuszczę ich grzechy i ich ziemię uzdrowię. (2 Kron. 7, 13-14)

Bóg obiecał, że jeśli Izraelici odwrócą się od swoich grzechów i będą go szukać, to on odwróci od nich nieszczęścia.

Ale Biblia mówi, że Boża obietnica dotyczy nie tylko Izraelitów, ale również innych narodów. Tu najlepszym przykładem jest Niniwa w Asyrii i sytuacja, o której czytamy w Księdze Jonasza. Ludzie w Niniwie byli bardzo źli. Bóg postanowił ich ukarać. Ale zanim to zrobił posłał do nich proroka Jonasza, aby ich ostrzec. Bóg zanim ześle sąd zawsze ostrzega ludzi. Gdy mieszkańcy Niniwy usłyszeli od Jonasza, że nadchodzi Boży sąd zaczęli się nawracać, porzucać swoje grzechy. I ostatecznie Bóg się zlitował nad nimi i ich nie osądził.

Tak więc Biblia przedstawia jasny obraz rzeczy. Pokazuje bardzo prostą zależność. Nieszczęście jest konsekwencją grzechu. Oczywiście należy zaznaczyć, że nie jest tak w każdym przypadku.

Co to za Bóg, który zsyła na ludzi karę?

Ale w tym miejscu ktoś mógłby zadać pytanie: co to za Bóg, który zsyła na ludzi kary? To jest srogi Bóg Starego Testamentu, a nie kochający Bóg Nowego Testamentu, Jezus! Ale Bóg jest tylko jeden i jest to kochający Bóg.

Wyobraźmy sobie, że ktoś ma raka na jakimś organie. Rak może przerzucić się na inne organy. Co lepiej zrobić: wyciąć organ zaatakowany przez raka, czy czekać aż rak przerzuci się na inne organy? Lepiej wyciąć ten organ. Choć jest to bolesne.

Grzech jest taką chorobą, rakiem, który toczy ludzi. I gdy pomimo ostrzeżeń ludzie nie reagują – to Bóg mówi: trzeba usunąć zło. Żeby się nie przerzuciło na innych. Tak było w przypadku Sodomy i Gomory. Z Sodomy i Gomory na wszystkie okolice emanował grzech. Gdyby Bóg nie zareagował, to wszyscy ludzie zaczęliby postępować tak samo bezbożnie jak mieszkańcy Sodomy i Gomory. I wtedy sąd Boży byłby jeszcze bardziej dotkliwy, objąłby większy zasięg, jak podczas potopu. Bóg ukarał te miasta, aby powstrzymać eskalację zła i aby inni ludzie wyciągnęli odpowiednie wnioski.

Dlatego dziś najważniejsze pytanie brzmi: skoro sama modlitwa nie wystarczy, a trzeba odwrócić się od grzechu – to pytanie brzmi od jakiego grzechu trzeba się odwrócić? Trzeba sobie zadać znane pytanie: za jakie grzechy? Co złego jest w naszym życiu, że Bóg pozwolił na wybuch pandemii?

Jak odpowiedzieć na to pytanie? Oczywiście na pewno z łatwością moglibyśmy wskazać na tysiące grzechów w świecie wokół nas. Łatwiej dostrzegamy grzechy u innych, a nie u siebie. Jak powiedział Jezus widzimy źdźbło w oku bliźniego, a nie widzimy belki w swoim oku (Mat. 7, 3).

Dlatego proponuję, aby zacząć od siebie. Biblia mówi, że sąd zaczyna się od domu Bożego (1 Ptr. 4, 17). Bogu zależy szczególnie na czystości jego własnego ludu. Może i przez to doświadczenie chce nas oczyszczać.

Zacznijmy od siebie

Najlepiej zacząć od samego siebie. Spojrzeć na swoje życie i modlić się do Ducha Świętego. Czy wszystko w moim życiu podoba się Panu? Czy nie ma jakichś tajnych grzechów? Przewlekłych duchowych chorób? Czy nie ma w moim życiu czegoś, z czego bardzo szybko i bardzo łatwo się usprawiedliwiam? A Bogu to się nie podoba? To jest pierwsza i najważniejsza rzecz. Zacząć od siebie. A kiedy Bóg nam odpowie i coś pokaże – to wtedy działać. Nie machać na to ręką. Ale wziąć to sobie do serca i zareagować.

Zacząć od domu Bożego znaczy też zacząć od swojego zboru, kościoła, i od całego naszego ewangelikalnego czy protestanckiego środowiska. Nie tylko w Polsce ale i na całym świecie. Zadać pytanie: czy podobamy się Bogu? Czy może jest coś, co może się nie podobać Bogu? Co byśmy odpowiedzieli, gdyby ktoś zadał nam takie pytanie?

Ostatnio nieco się nad tym zastanawiałem. I gdy porównuję nasz współczesny kościół protestancki z kościołem protestanckim z czasów reformacji to dostrzegam pewną różnicę. Jesteśmy jak chorągiewka, jak kameleon. Bardzo szybko dostosowujemy się do otoczenia. Dlaczego? Żeby się specjalnie nie odróżniać, i żeby nie ponosić kosztów podążania za Chrystusem i jego nauką.

Oczywiście zazwyczaj mówimy co innego. Mówimy, że upodabniamy się do naszego otoczenia, aby nie stawiać przeszkód Ewangelii, itd. I co to powoduje? Że ludzie nie widzą absolutnie żadnej różnicy między nami a tradycyjnym kościołem. Widzą jedynie różnicę w formie, że u nas jest trochę weselej, żywiej. Jednak reformatorzy byli bardziej zdecydowani i bardzo ostro akcentowali różnice między nauczaniem Pisma Świętego a błędnymi doktrynami tradycyjnego Kościoła.

Rozmawiałem ostatnio z pewną wierzącą osobą na temat Festiwalu Nadziei, wielkiej ewangelizacji z Franklinem Grahamem z USA, zorganizowanej kilka lat temu na stadionie Legii w Warszawie. I on powiedział, że nie wziął udziału w tej ewangelizacji. Zapytałem go dlaczego? Przecież była tam głoszona ewangelia do tysięcy ludzi. Powiedział, że zrezygnował, ponieważ do współorganizacji festiwalu został dopuszczony tradycyjny kościół. Taką decyzję podjęli organizatorzy. Dlaczego? Nie wiem, ale chyba dlatego, żeby w festiwalu wzięło udział więcej ludzi i stadion nie świecił pustkami.

Z tej ewangelizacji najbardziej zapamiętałem jedno: że było strasznie zimno. Nie padał deszcz, ale było zimno, choć była już połowa czerwca. I zadawałem sobie pytanie: dlaczego Bóg nie dał ładniejszej pogody? A może to diabeł się wtrącił? Wiadomo, że gdy głoszona jest Ewangelia, to diabeł zawsze przeszkadza. Ale dziś myślę, że może jest coś w tym, co mówił ten brat. Być może Bóg nam nie błogosławił w pełni, bo w pełni mu nie zaufaliśmy i poszliśmy na zbyt głęboki kompromis.

Problem współczesnego kościoła

To jest moim zdaniem główny problem współczesnego Kościoła protestanckego: jesteśmy jak chorągiewka. Jednak reformatorzy nie bali się nazywać rzeczy po imieniu i często cierpieli tego konsekwencje. Od dłuższego czasu czytam zbiór kazań Jana Kaliwina z Listu do Efezjan. Muszę przyznać, że on nazywał rzeczy po imieniu.

Podam przykład i przytoczę fragment 38 kazania. Ostrzegam, że są to bardzo ostre słowa. Taki był chyba zresztą język tamtej epoki – ludzie byli bardziej dosadni i nazywali rzeczy po imieniu.

Oto powód dla którego papiści [czyli rzymscy katolicy] nie są zdolni do sformułowania choćby jednej prośby, której Bóg mógłby wysłuchać. Bo w rzeczywistości nie są lepsi od niemowy. Bo wprawdzie można słyszeć jak wspólnie śpiewają wiele hymnów i pieśni, jednak Bóg nie może być przez nich uwielbiony. Bo wprawdzie kończą swe modlitwy zwrotem: „przez Pana naszego Jezusa Chrystusa”, to jednak brakuje im przekonania, że Bóg będzie dla nich łaskawy; nie są też tego godni, ponieważ pozbawiają naszego Pana Jezusa Chrystusa czci, mieszając go z innymi świętymi i swoimi własnymi pośrednikami, tak że człowiek nie może go odróżnić od innych. A nawet ustawiają go w kącie, albo z tyłu, na samym końcu, podczas gdy sami uganiają się za tym, aby uzyskać łaski i modlitwy świętych. I właśnie w tym upatrują swej nadziei; to również rodzi diabelską myśl, że mogą sami składać odpowiednie ofiary i siebie zbawić.

J. Kalwin był bardzo ostry. Nazywał rzeczy po imieniu. Inni reformatorzy też. Katolicy umniejszają Chrystusa, mieszają go ze świętymi i swoimi zasługami, i dlatego nie mają prawdziwej wiary.

Czy od czasów Kalwina coś w tradycyjnym kościele się zmieniło? Owszem, zmienia się forma. Ale doktryna się nie zmieniła. Natomiast protestanci przymykają na to oko. Może dla popularności, a może dlatego, żeby nie cierpieć prześladowań. Jednak nie sądzę, aby to się podobało Panu. Gdyby kościół protestancki miał z czegoś pokutować, i mam tu na myśli żywy kościół protestancki, a nie liberalną, zeświecczałą jego część, to właśnie z kompromisu.

A z czego miałby pokutować świat? Na ten temat można by oczywiście powiedzieć najwięcej. Ale nie musimy tego robić. Bo paradoksalnie lepiej od nas zrobią to właśnie katolicy, tak bardzo krytykowani przez Jana Kalwina. Aborcja, seks bez ślubu, kwestie LGBT, gender. Chciwość, pycha, egoizm, pogoń za pieniądzem, te rzeczy, które tak bardzo piętnuje obecny papież Franciszek. I oczywiście to wszystko są złe rzeczy.

Grzech. Przyczyna czy skutek choroby?

Ale zasadnicze pytanie brzmi z czego te grzechy się biorą? Czy te grzechy to przyczyna, czy raczej skutek, przejaw o wiele głębszej choroby? Uważam, że jest to skutek o wiele głębszej choroby. Choroby braku poznania Boga, braku prawdziwej relacji z Bogiem. Jeśli człowiek nie ma relacji z Bogiem, jeśli nic nie wie na temat Bożej miłości w swoim sercu – to cóż w tym dziwnego, że szuka spełnienia w grzechu i innych rzeczach, jak alkohol czy używki? Nie widzę w tym nic dziwnego. Carpe diem, „chwytaj dzień” – to jest odwieczna filozofia tego świata.

Ale pytanie brzmi, dlaczego ludzie nie doświadczają Boga i jego miłości? Dlaczego nie mają z nim relacji? To jest dobre pytanie. A odpowiedź brzmi: bo nikt im o tych sprawach nie mówi, nikt im tego nie potrafi wytłumaczyć, nikt ich nie doprowadził do relacji z żywym Bogiem. Ludzie są prowadzeni w złym kierunku, a nie do żywego Boga. Jezus powiedział: jeśli ślepy ślepego prowadzi to obydwoje w dół wpadną (Mat. 15, 14). Największą winę za to ponoszą duchowi przewodnicy, którzy sami błądzą.

A jaki to fałszywy kierunek, wytyczony przez błądzących przewodników duchowych? Jaki grzech jest największy? Jaka jest praprzyczyna grzechu i król wszystkich innych grzechów? Odpowiedź może być zaskakująca i niespodziewana. Za co byli karani królowie Izraelscy? Za bałwochwalstwo. Że czynili sobie innych bogów i im oddawali cześć.

Dziś ludzie w Polsce nie mają innych bogów. Ale mają to, o czym pisał Jan Kalwin: mają świętych, mają innych pośredników, którzy de facto stają się bogami. Biblia wyraźnie mówi, że powinniśmy się modlić do Boga i tylko do Boga. Boga w Trójcy jedynego: Ojca, Syna Bożego i Ducha Świętego. Nie do człowieka, kimkolwiek by był. A tym bardziej nie do obrazu czy figury. Bo wtedy te rzeczy stają się dla ludzi bogami, którzy zasłaniają prawdziwego, jedynego Boga.

Jeżeli walczymy z aborcją, ideologią LGBT, egoizmem, to walczymy tylko z symptomami grzechu. Korzeń grzechu leży w bałwochwalstwie. Od tego muszą odwrócić się ludzie. Tego nauczał Apostoł Paweł w 1 rozdziale listu do Rzymian. Na początku jest odrzucenie Boga i bałwochwalstwo, a później w ślad za tym idą wszystkie inne grzechy. I przede wszystkim od tego grzechu powinni odwrócić się ludzie, jeśli chcą aby nieszczęście minęło.

Ale my dziś powinniśmy zacząć od zmienienia siebie, a nie od świata wkoło nas. Świata nie możemy zmienić, siebie możemy. Pytajmy Ducha Świętego, co mamy zmienić w swoim życiu. A gdy nam pokaże – zmieńmy to. Bóg obiecuje, że jeśli będziemy odrzucali grzech, to On ulituje się i odwróci od nas nieszczęście.

Zapewne pandemia za jakiś czas minie. I zostanie to ogłoszone jako wielki sukces człowieka i cywilizacji, a nie jako odpowiedź na modlitwę, choć być może ktoś również podziękuje Bogu. Ale później przyjdzie jakiś kolejny kryzys, może większy. I kolejny. I kolejny…

Z tego powodu nie zadowalajmy się dziś powierzchownymi odpowiedziami. Szukajmy głębszych odpowiedzi na to co się dzieje. Odpowiedzi, które daje nam Pismo Święte. A gdy je poznamy to przyjmujmy je i trzymajmy się ich. A Bóg będzie nam błogosławił. Amen.

Pastor Paweł Kugler